Port San Luis
Jutro juz wyjezdzam stad.
Dwa dni pracowalam na jachcie, za chwile jeszcze spakuje Tomka.....
Wczoraj pownosilam wszystko na jacht,bylam z psem u weterynarza.
Upuscilam sobie zbiornik na wode na noge...nie zwrocilam uwagi poza glosnym "alc" ,ale dalam go rade wniesc tylko po schodach na ta mala platforme do nurkowanaia, nie mialam sily juz go wciagnac na poklad, zostawilam i postanowilam znalezc pomoc.o czwartej w nocy obudzil mnie przeszywajacy bol w prawej stopie....spojrzalam ...spuchnieta...no ladnie, mam nadzieje ze to tylko stluczenie.
Przypielam infletable klodkami do jachtu.....Marti zalozyl zamek.
Cala elektronike przywalilam gratami, telefon satelitarny, laptop, dokumenty i psa zabieram z soba na Fl.
Jutro zamkne jacht i w droge...
Musze jeszcze schowac dwa zagle, dzisiaj schowalam reszte do sterowki, ale te dwa sa mokre....dam im doschnac przez noc....albo schowam je pozniej....
Tomek dzwoni dwa trzy razy dziennie po pare minutek....
Jestem z siebie dumna, potrafilam wszystko wlaczyc na jachcie....:-)
Bylo jedno male zwarcie, drugiego dnia mojego pobytu tu sprzatalam w sterowce, pociagnelam jakis pasek, ktory byl czyms przycisniety, i jak go wyciagnelam to wlaczyla sie jakas syrena, pieprzona , wyla jak cholera, w panice zaczelam przyciskac wszystko co bylo pod reka...nic, odciealm calkowicie prad...dalej wyje...
Balam sie ze cos sie dzieje, ze cos spieprze, i zadzwonilam po Marti....
Przyszedl tez nie bardzo wiedzial co, ale w koncu wylaczyl...
No i dzisiaj ta pompa zaczela wyc....pomyslalam ze nie wody...dolalam....dalej cos buczalo.....pozniej rozmawialam z Tomkiem, potweirdzil ze to pompa...wiec dolalam jeszcze wody...i juz nie buczy:-))
Myslalam kiedys ze takimi rzezcami to Tomek sie bedzie zajmowal na jachcie....ja nic nie musze wiedziec i nie zamierzalam sobie tym zawracac glowy.....Teraz sama bede chciala wszystko wiedziec....jak sie okazalo zdarzaja sie sytuacje, kiedy musze liczyc na siebie.
Brakuje mi Tomka...czuje sie samotna...
wiem ze on jest w gorszej sytuacji....
brakuje mi jednak jego bliskosci, usmiechu....minelo 9 dni odkad go zabrali.
W sobote zawioze mu jego paszport....mowil ze od tego czasu do 6 tygodni.....
A pozniej polece do Polski do niego....:-)))
Probuje mu zalatwic zaproszenie do Kanady, to jedna z jego wskazowek.
Jakos ciezko mi to idzie...jeden nie moze, druga sie boi problemow...zostal mi jeszcze jeden znajomy, jutro rano ma mi oddzwonic....
No i jeszcze jedna kolezanka....kiedys mi pomogla w NY, pozyczyla mi 300.00 na mieszkanie, zalatwila prace....pozniej kontakt nam sie urwal...po latach przypadkowo spotkalam ja na zlocie paltalka.
Nie chciala tych pieniedzy....powiedziala "ja pomoglam tobie, ty pomozesz komus"
Pisala mi ze wyszla za maz w Kanadzie....wiec ona bedzie chyba ostatnia....
OBEJRZALAM SOBIE WSZYSTKIE ZDJECIA TOMKA....
JAKOS NIGDY MI ICH NIE POKAZYWAL....
JESTEM O NIEGO CHOROBLIWIE ZAZDROSNA...JEDNAK JAK OGLADALAM TE FOTKI Z BYLYMI KOBIETAMI...JAKOS NIC NIE CZULAM.....
JA WIERZE ZE ON POLYNIE W SWOJ REJS....
SA LUDZIE KTORYM SIE WSZYTKO W ZYCIU UDAJE I ON DO NICH NALEZY....
BYWAJA TYLKO MALE WPADKI:-)
JEDYNYM PROBLEMEM MOZE OKAZAC SIE MOJ LOT DO POLSKI....W CZERWCU JEDNA RODZI, DRUGA DALA JUZ DWA TYGODNIE WYPOWIEDZENIA....JAK DO TEJ PORY NIE ZNAJDA NIKOGO NA PELEN ETAT...MOZE BYC PROBLEM...TYM BARDZIEJ ZE SZEFOWIE TEZ PLANUJA LATEM PODROZ DO EUROPY.....A JA ZAWSZE MUSZE BYC W PRACY JAK ONI WYJEZDZAJA......
ALE GLEBOKO WIERZE ZE TO TEZ SIE ULOZY....
A TERAZ IDE SKONCZYC PAKOWANIE......
Dwa dni pracowalam na jachcie, za chwile jeszcze spakuje Tomka.....
Wczoraj pownosilam wszystko na jacht,bylam z psem u weterynarza.
Upuscilam sobie zbiornik na wode na noge...nie zwrocilam uwagi poza glosnym "alc" ,ale dalam go rade wniesc tylko po schodach na ta mala platforme do nurkowanaia, nie mialam sily juz go wciagnac na poklad, zostawilam i postanowilam znalezc pomoc.o czwartej w nocy obudzil mnie przeszywajacy bol w prawej stopie....spojrzalam ...spuchnieta...no ladnie, mam nadzieje ze to tylko stluczenie.
Przypielam infletable klodkami do jachtu.....Marti zalozyl zamek.
Cala elektronike przywalilam gratami, telefon satelitarny, laptop, dokumenty i psa zabieram z soba na Fl.
Jutro zamkne jacht i w droge...
Musze jeszcze schowac dwa zagle, dzisiaj schowalam reszte do sterowki, ale te dwa sa mokre....dam im doschnac przez noc....albo schowam je pozniej....
Tomek dzwoni dwa trzy razy dziennie po pare minutek....
Jestem z siebie dumna, potrafilam wszystko wlaczyc na jachcie....:-)
Bylo jedno male zwarcie, drugiego dnia mojego pobytu tu sprzatalam w sterowce, pociagnelam jakis pasek, ktory byl czyms przycisniety, i jak go wyciagnelam to wlaczyla sie jakas syrena, pieprzona , wyla jak cholera, w panice zaczelam przyciskac wszystko co bylo pod reka...nic, odciealm calkowicie prad...dalej wyje...
Balam sie ze cos sie dzieje, ze cos spieprze, i zadzwonilam po Marti....
Przyszedl tez nie bardzo wiedzial co, ale w koncu wylaczyl...
No i dzisiaj ta pompa zaczela wyc....pomyslalam ze nie wody...dolalam....dalej cos buczalo.....pozniej rozmawialam z Tomkiem, potweirdzil ze to pompa...wiec dolalam jeszcze wody...i juz nie buczy:-))
Myslalam kiedys ze takimi rzezcami to Tomek sie bedzie zajmowal na jachcie....ja nic nie musze wiedziec i nie zamierzalam sobie tym zawracac glowy.....Teraz sama bede chciala wszystko wiedziec....jak sie okazalo zdarzaja sie sytuacje, kiedy musze liczyc na siebie.
Brakuje mi Tomka...czuje sie samotna...
wiem ze on jest w gorszej sytuacji....
brakuje mi jednak jego bliskosci, usmiechu....minelo 9 dni odkad go zabrali.
W sobote zawioze mu jego paszport....mowil ze od tego czasu do 6 tygodni.....
A pozniej polece do Polski do niego....:-)))
Probuje mu zalatwic zaproszenie do Kanady, to jedna z jego wskazowek.
Jakos ciezko mi to idzie...jeden nie moze, druga sie boi problemow...zostal mi jeszcze jeden znajomy, jutro rano ma mi oddzwonic....
No i jeszcze jedna kolezanka....kiedys mi pomogla w NY, pozyczyla mi 300.00 na mieszkanie, zalatwila prace....pozniej kontakt nam sie urwal...po latach przypadkowo spotkalam ja na zlocie paltalka.
Nie chciala tych pieniedzy....powiedziala "ja pomoglam tobie, ty pomozesz komus"
Pisala mi ze wyszla za maz w Kanadzie....wiec ona bedzie chyba ostatnia....
OBEJRZALAM SOBIE WSZYSTKIE ZDJECIA TOMKA....
JAKOS NIGDY MI ICH NIE POKAZYWAL....
JESTEM O NIEGO CHOROBLIWIE ZAZDROSNA...JEDNAK JAK OGLADALAM TE FOTKI Z BYLYMI KOBIETAMI...JAKOS NIC NIE CZULAM.....
JA WIERZE ZE ON POLYNIE W SWOJ REJS....
SA LUDZIE KTORYM SIE WSZYTKO W ZYCIU UDAJE I ON DO NICH NALEZY....
BYWAJA TYLKO MALE WPADKI:-)
JEDYNYM PROBLEMEM MOZE OKAZAC SIE MOJ LOT DO POLSKI....W CZERWCU JEDNA RODZI, DRUGA DALA JUZ DWA TYGODNIE WYPOWIEDZENIA....JAK DO TEJ PORY NIE ZNAJDA NIKOGO NA PELEN ETAT...MOZE BYC PROBLEM...TYM BARDZIEJ ZE SZEFOWIE TEZ PLANUJA LATEM PODROZ DO EUROPY.....A JA ZAWSZE MUSZE BYC W PRACY JAK ONI WYJEZDZAJA......
ALE GLEBOKO WIERZE ZE TO TEZ SIE ULOZY....
A TERAZ IDE SKONCZYC PAKOWANIE......
