Thursday, April 27, 2006

Port San Luis

Jutro juz wyjezdzam stad.
Dwa dni pracowalam na jachcie, za chwile jeszcze spakuje Tomka.....
Wczoraj pownosilam wszystko na jacht,bylam z psem u weterynarza.
Upuscilam sobie zbiornik na wode na noge...nie zwrocilam uwagi poza glosnym "alc" ,ale dalam go rade wniesc tylko po schodach na ta mala platforme do nurkowanaia, nie mialam sily juz go wciagnac na poklad, zostawilam i postanowilam znalezc pomoc.o czwartej w nocy obudzil mnie przeszywajacy bol w prawej stopie....spojrzalam ...spuchnieta...no ladnie, mam nadzieje ze to tylko stluczenie.

Przypielam infletable klodkami do jachtu.....Marti zalozyl zamek.
Cala elektronike przywalilam gratami, telefon satelitarny, laptop, dokumenty i psa zabieram z soba na Fl.
Jutro zamkne jacht i w droge...
Musze jeszcze schowac dwa zagle, dzisiaj schowalam reszte do sterowki, ale te dwa sa mokre....dam im doschnac przez noc....albo schowam je pozniej....
Tomek dzwoni dwa trzy razy dziennie po pare minutek....

Jestem z siebie dumna, potrafilam wszystko wlaczyc na jachcie....:-)
Bylo jedno male zwarcie, drugiego dnia mojego pobytu tu sprzatalam w sterowce, pociagnelam jakis pasek, ktory byl czyms przycisniety, i jak go wyciagnelam to wlaczyla sie jakas syrena, pieprzona , wyla jak cholera, w panice zaczelam przyciskac wszystko co bylo pod reka...nic, odciealm calkowicie prad...dalej wyje...
Balam sie ze cos sie dzieje, ze cos spieprze, i zadzwonilam po Marti....
Przyszedl tez nie bardzo wiedzial co, ale w koncu wylaczyl...
No i dzisiaj ta pompa zaczela wyc....pomyslalam ze nie wody...dolalam....dalej cos buczalo.....pozniej rozmawialam z Tomkiem, potweirdzil ze to pompa...wiec dolalam jeszcze wody...i juz nie buczy:-))

Myslalam kiedys ze takimi rzezcami to Tomek sie bedzie zajmowal na jachcie....ja nic nie musze wiedziec i nie zamierzalam sobie tym zawracac glowy.....Teraz sama bede chciala wszystko wiedziec....jak sie okazalo zdarzaja sie sytuacje, kiedy musze liczyc na siebie.

Brakuje mi Tomka...czuje sie samotna...
wiem ze on jest w gorszej sytuacji....
brakuje mi jednak jego bliskosci, usmiechu....minelo 9 dni odkad go zabrali.
W sobote zawioze mu jego paszport....mowil ze od tego czasu do 6 tygodni.....
A pozniej polece do Polski do niego....:-)))

Probuje mu zalatwic zaproszenie do Kanady, to jedna z jego wskazowek.
Jakos ciezko mi to idzie...jeden nie moze, druga sie boi problemow...zostal mi jeszcze jeden znajomy, jutro rano ma mi oddzwonic....
No i jeszcze jedna kolezanka....kiedys mi pomogla w NY, pozyczyla mi 300.00 na mieszkanie, zalatwila prace....pozniej kontakt nam sie urwal...po latach przypadkowo spotkalam ja na zlocie paltalka.
Nie chciala tych pieniedzy....powiedziala "ja pomoglam tobie, ty pomozesz komus"
Pisala mi ze wyszla za maz w Kanadzie....wiec ona bedzie chyba ostatnia....

OBEJRZALAM SOBIE WSZYSTKIE ZDJECIA TOMKA....
JAKOS NIGDY MI ICH NIE POKAZYWAL....
JESTEM O NIEGO CHOROBLIWIE ZAZDROSNA...JEDNAK JAK OGLADALAM TE FOTKI Z BYLYMI KOBIETAMI...JAKOS NIC NIE CZULAM.....


JA WIERZE ZE ON POLYNIE W SWOJ REJS....
SA LUDZIE KTORYM SIE WSZYTKO W ZYCIU UDAJE I ON DO NICH NALEZY....
BYWAJA TYLKO MALE WPADKI:-)


JEDYNYM PROBLEMEM MOZE OKAZAC SIE MOJ LOT DO POLSKI....W CZERWCU JEDNA RODZI, DRUGA DALA JUZ DWA TYGODNIE WYPOWIEDZENIA....JAK DO TEJ PORY NIE ZNAJDA NIKOGO NA PELEN ETAT...MOZE BYC PROBLEM...TYM BARDZIEJ ZE SZEFOWIE TEZ PLANUJA LATEM PODROZ DO EUROPY.....A JA ZAWSZE MUSZE BYC W PRACY JAK ONI WYJEZDZAJA......
ALE GLEBOKO WIERZE ZE TO TEZ SIE ULOZY....

A TERAZ IDE SKONCZYC PAKOWANIE......

Friday, April 21, 2006

Moze to tylko zly sen?

Kolejny dzien.
Otwieram oczy i mysle ze to nieprawda
To sie nie zdarzylo.
To jakis zly sen.
Straszliwa pomylka.

Kazdy ruch przy drzwiach przyspiesza bicie mojego serca: Tomek wrocil.

Wczoraj Tomek dzwonil dwa razy, w czasie jak go przewozili z Tampy do Bradenton.
Wydzwanialam tam zarowno ja i adwokat zeby dowiedziec sie o powod aresztowania.
Nikt nic nie wie, nikt nic nie chce powiedziec.
Nie moge sie z nim zobaczyc, wizyte trzeba "zamowic" sobie 24 godziny wczesniej, a jego jeszcze tam nie "powpisywali w ksiazki"

Dzwonie kolejny raz, zeby ta wizyte....
- To jest niemozliwe
- Dlaczego?
- Poniewaz jutro rano przewoza go gdzie indziej
- Gdzie?
- Do Miami...

Dlaczego, dlaczego, dlaczego...
Nikt nic nie wie, nikt nie chce mi pomoc.
Nie wazne ze jestem zona.
Nawet adresu gdzie go zabieraja nie chca mi dac.

Mam dosc do jasnej cholery, przeciez to nie jest Rosja!!!!
Nie mozna sobie przychodzic tak do kogos do domu, bez nakazu aresztowania, bez przeczytania praw, wyciagac czlowieka z lozka zabierac go chuj wie dokad!!!!!
I nawet zonie nie powiedziec jaki jest powod aresztowania?????

3 godziny po

Odjechali.
Sasiadka podaje mi papierosa.
Znowu zaczne palic.

Czekam na telefon od Tomka.
Nie bardzo wiem co ze soba zrobic
Chodze po mieszkaniu tam i zpowrotem, wychodze na zewnatrz

Wytrzymalam az trzy godziny, dzwonie.
Wylaczyl telefon.

Dzwonie do kolezanki ze nie przyjde do pracy, pozniej do szefowej.
Opowiadam jej dlaczego nie moge przyjsc do pracy, ze to jakas straszna pomylka.
Daje mi numery jakiegos kongresmena, przekonuje ze powinnam do niego zadzwonic.


Nie bardzo wiem co robic, nie mam nawet z kim porozmawiac, nie ma komu sie wyzalic...bo musialabym wydac Tomka....ze zawsze byl tu nielegalnie. Pozostalo mi pisac.....
Pierwszy ruch, umowilam sie z adwokatem emigracyjnym na 1:00 , w mojej glowie zrodzila sie czarna mysl ze to nie pomylka, ze chodzi o jego status tutaj, po naszym slubie zlozylam mu I-130 petition, przyslali powiadomienie ze otrzymali i zeby czekac.
Ale skad ten napad na bank?
Juz nic niewiem.

Jade do adwokata, podniecila sie bardzo ta sprawa, az mnie przepraszala za swoja ekscytacje mowiac ze nie spotkala sie jeszcze z czyms takim, ze Homeland Security tak dziala.....
-$250 jak jej sie nie uda nic zrobic
-$6000 jak jej sie uda
OK

Thursday, April 20, 2006

7 rano, wtorek 18 kwietnia 2006

Tej daty napewno nie zapomnie.
Wstalam o 6:15, o 6:20 podwiozlam Sare do autobusu szkolnego, ma blisko, ale nie lubie jak chodzi ta ciemna jeszcze o tej porze ulica.
Jakos nie moglam sie dobudzic, wracajac przymknely mi sie oczy i obudzilam sie jak wjechalam na wysoki kraweznik.
Nie wracalam juz do lozka, polozylam sie na kanapie i przy wlaczonym Paltalku postanowilam sie zdrzemnac jeszcze do 9....moze dluzej.

Wiec ta 7 rano
Pukanie do drzwi.
Tomek wychodzi na wpol przytomny z sypialni ...otwiera.

-" Mr. Tomasz......?"
-" Yes, it is me"
-" You are under arrest"


-Za co?
-Za napad na bank

Teraz sie wtracam, to niemozliwe, moj maz spal ze mna cala noc w lozku.
- Czy zgubiles ostatnio paszport?
-Czy jest mozliwe ze ktos uzywa twojej tozsamosci?
- Mozliwe ze to pomylka, i Cie wypuscimy, mezczyzna ktorego szukamy nosi to samo nazwisko, ale jest o wiele nizszy.

Dalej probuje ich przekonac ze to jakas straszna pomylka, Tomek mnie ucisza...
Uparli sie na Tomka paszport, nie ma go tutaj, nie ma go w domu, paszport zostal na jachcie.
Nie wierza.
-Mom where is your polish passport?
-I do not have it
-Because I'm US citizen and I do not have to have it.

Przezucili sie na mnie, ale dali spokoj, pozwolili jeszcze Tomkowi skorzystac z lazienki, oczywiscie przy otwartych drzwiach, obserwujac go.
Zajrzeli pod lozka i do szaf......
Pyataja o bron.
Nie, nie mamy.

Wyszli, pytam gdzie go zabieraja, na Cypress Str, ale moze zabrac telefon komorkowy, i podobno do mnie za godzine zadzwoni.

Wraca jeden.
- On powiedzial ze Ty wiesz gdzie jest jego paszport i masz go dac.
- Naprawde nie ma tu jego paszportu.
- On powiedzial ze jest
- Moge z nim porozmawiac?
- Nie.

Wychodze za nim.
Oczywiscie wszyscy sasiedzi na zewnatrz.
Stoi samochod ..... Homeland Security.

Zamieszanie, sasiadka sie wtraca, dopytuje dlaczego go zabieraja.
Pytaja sie jaki jest jest stosunek do mnie, ale jej juz nie powtarzaja tych bzdur o napadzie na bank.
Po prostu musza cos wyjasnic.

Znow dolek

Wiec wlasciwie nie ma juz nic co moglabym zrobic dla niego
Minely trzy dni emocjonalnej hustawki.
Staram sie nie rozklejac.
Moj zwiazek z Tomkiem jest najlepsza rzecza jaka mi sie w zyciu przydazyla.
Wydoroslalam emocjonalnie, zrobilam sie pewniejsza siebie, nie daje sie juz tak latwo wyprowadzic z rownowagi, przezwyciezylam paralizujaca niesmialosc.....
Ten czlowiek potrafi dawac ludziom usmiech i dobre slowo, jestem pewna ze kazde brzydkie kaczatko otoczone taka miloscia, zrozumieniem , cieplem, ktoremu by powtarzano ze jest piekne i madre.....wyrosloby przy Tomku na labedzia.
Ale nie szczedzil tez krytyki kiedy uwazal ze sie glupio zachowalam.
Ale to nie bedzie o mnie.
Minely Swieta Wielkanocne.
W poniedzialek ( polski dyngus) wstalam o czwartej rano, snily mi sie moje zeby, ze pekaja, ruszaja sie cale,..... zajrzalam do sennika "zla wiadomosc"
Nie moglam juz zasnac.
Koszmar jakis.
Powiedzialam Tomkowi o moim snie i pojechalam do pracy.
"Alez on jest leniwy" wsciekalam sie po pracy, nie chcialo mu sie jechac na plaze.
Ruszyl tylek z kanapy tylko dlatego ze zachcialo mu sie nalesnikow i nie bylo dzemu.
Wiec pojechalismy po ten dzem i piwo
"Bedziemy mieli jeszcze tyle okazji zeby byc nad woda, cale zycie przed nami"
Ok, daje za wygrana i zasypiam na kanapie.
Wstaje na troche i sciagam pierscionki i obraczke, po raz pierwszy od 4 listopada.
Spuchly mi dlonie.


Zawsze sie klocimy o otwieranie drzwi ludziom.
Pare dni temu znowu to samo.
Ktos puka , Tomek otwiera, jacys ludzie pytaja czy nie ma mieszkania do wynajecia.
Oczywiscie ja bym w takiej sytuacji nie otworzyla, uwazam moj dom za moja swietosc, nie lubie niezaproszonych gosci i niezapowiedzianych wizyt.
Tomek twierdzi ze w swoim wlasnym domu nie zamierza sie kryc i otwiera je kazdemu na osciez, bez pytania kto to.
A ja chyba probuje sobie wychowac lokatorow i nauczyc ich ze ja nie pracuje tu 24 na dobe i ze jak maja jakis problem powinni dzwonic a nie przychodzic do domu, w zwiazku z tym nigdy im nie otwieram.