Monday, May 01, 2006

Z Pinellas Park do Miami

Wyladowalam w Tampie o 9:45...
Odebralam psa, bagaz....o 10:15 wyjezdzamy z lotniska...10:35 w domu.
Wypakowuje torbe zeby wziasc Tomka paszport, ktory mam zabrac do emigration.

O 10:45 jade juz I-275 na poludnie.
Nie bylo czasu na prysznice, ami zmienianie ciuchow.Wizyta jest na 2:30 , o 2:00 musze tam byc, przy odrobinie szczescia moze mi sie udac przejechac 250 mil w 3 godziny i 15 minut.
Zatrzymuje sie tylko raz aby zatankowac.
Tomek dzwoni i prosi zebym nie jechala szybko...oczywiscie- uspokajam go.
Jade 80-95....wszystko wyglada pieknie...zdaze:-)
Przejechalam I-275,pozniej I-75 do Tamiami Trial, i tu sie zaczelo.
Jeden pas...speed limit 60...plus odcinkami 55, a nawet 45....odcinki z zakazem wyprzedzania.....moje nerwy sa na granicy wytrzymalosci kiedy musze wlec sie za kims 45 na godzine....i jeszcze nie moge wyprzedzic ...bo nie da sie wyprzedzic 5ciu na raz...a tym przedemna to widac nie przeszkadza...bo wloka sie spokojnie.
Pale jednego za drugim...co jakis czas wyprzedzam kazdego po drodze.
No i stalo sie...okolo 20 mil przed koncem.....
Minelam jadacy z naprzeciwka radiowoz...patrze w lusterko wsteczne, zawrocil, jedzie za mna.Zwalniam do 45...wlaczyl swiatla.
Staje.
Jechalam 75 na godzine, speed limit byl 45,teraz to juz nie zdaze do Tomka plus dwie trzy stowki jak nic....
Zaczyna ze mna rozmawiac....moje nerwy, zlosc , rozzalenie....zaczely sie skraplac.
A on "tylko nie placz, tylko nie placz"
No to ja zaczelam na calego....
Wytlumaczylam mu dlaczego tak szybko jechalam,"moj maz jest w deportation center, chcialam zdazyc na widzenie na 2:30...moj samolot sie spoznil....bla bla....."
Ok dostaje upomnienie, oddaje mi prawo jazdy....nawet nie spisuje....kaze mi stanac i napic sie gdzies kawy i odpoczac, obiecuje mu ze to zrobie.
Teraz jade zgodnie z ustawionymi znakami,wiem juz ze nie zdaze na widzenie...ale chociaz podam ten paszport i dzieki temu proces deportacyjny sie zacznie predzej.

Tomek chce byc jak najszybciej deportowany, wtedy szybciej tu wroci z powrotem i rozpocznie swoj rejs.
Zaltwiam mu zaproszenie do Kanady.
W takich chwilach poznaje sie ludzi, okazuje sie na kogo mozna liczyc.
Dzwonilam do kolezanki z podstawowki, mieszka w Chicago, ale ma brata w Kanadzie
"Beata a jak moj brat bedzie mial przez to jakies problemy? Oddzwonie Ci"
Pozniej do trzech kolejnych znajomych, kazdy obiecywal oddzwonic ....jakies trzy dni temu. Do dzis cisza.
Ja wiecej nie zadzwonie, jezeli prosze o pomoc...to tylko raz.Ja prosze o pomoc , zebrac nie bede.

No wiec paszportu sie nie da podac, jest to dokument i nikt go odemnie nie wezmie.
Dzwonie nawet do supervisora tych straznikow, to samo, nie da sie.
Paszport moge podac od poniedzialku do piatku,od 8 do 4....tlumacze im ze to jest dla mnie 500 mil.....nic z tego, moge wyslac.
Wiec jutro go wysle overnight delivery.
Wracam do Pinellas Park.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home