Rozstanie
Do opisania tej historii namawial mnie Tomek kilkanascie razy……stwierdzilam ze jesli juz…..to teraz …..poki pamietam wszystko.
Dostalam telefon od siostry z Niemiec ze bedzie w NY poniewaz jej meza wysylaja tam na jakies szkolenie.
Postanowilam wiec leciec do NY zeby sie z nia spotkac…..namawialam Tomka ……jednak nie chcial , sfinalizowanie kupna jego jachtu bylo juz sprawa kilku dni i twierdzil ze moze w kazdej chwili bedzie musial leciec do Ca, zalatwic sprawy do konca.
Klocilismy sie ostatnio bardzo duzo.
Zdecydowalismy ze lece tylko z Sara, na 4-5 dni.
W przeddzien wyjazdu wieczorem okolo 11pm stwierdzilam ze nie mam kosmetyczki zeby zapakowac wszystkie swoje klamoty, postanowilam jechac do Walmart i kupic sobie jakas, co spotkalo sie z ostra krytyka Tomka.
Skomentowal to ze skupiam sie na drobiazgach co przeszkadza mi w pelni cieszyc sie istotnymi sprawami (kosmetyczka vs spotkanie z siostra) ze sie nie wyspie po to tylko zeby kupic sobie kosmetyczke a moglabym te rzeczy spakowac w woreczek, no i oczywiscie staly temat mojego nawyku robienia zakupow w nocy. Kolejna sprzeczka.
Po kosmetyczke pojechalam , powiedzialam ze nie musi odwozic mnie na lotnisko i nawet dzwonic do mnie.
I tak wlasnie zrobilam. Pojechalam z Sara , samochod zostawilam na lotnisku , wsciekla wyczyscilam caller ID gdzie byl numer hotelu, myslac “ nie musisz do mnie dzwonic”
Zadzwonil na drugi dzien…….na cell phone.
Zostawil wiadomosc “ Beata zadzwon do domu”
Przesluchalam wiadomosc kilka razy…..doszukujac sie w Tomka glosie nutki ciepla, checi pogodzenia sie…..nie…nic , suchy ton….sucha, krotka wiadomosc, I nawet to “Beata”…zwykle jestem”Beatka”
“A wiec taki jestes…..nie, nie zadzwonie”
Droga powrotna…..
Niepokoj, podniecenie…myslami chwilami mam nadzieje ze czeka na lotnisku……jestem juz w domu…..za chwile sie pogodzimy.
Podjezdzamy pod dom. Pierwsza odzywa sie Sara “myslisz ze sie wyprowadzil ?”
Zanim wypowiedziala te slowa …wiedzialam czulam….i ona tez….
Zielonego jeep’a nie bylo na parkingu.
Nie ma mozliwosci zeby o 10 wieczorem Tomka nie bylo w domu, tym bardziej ze wiedzial ze wracamy……
Otwieram drzwi……nie slychac szczekania psa…..
Chyba w tym momencie powiedzenie “zoladek podchodzi do gardla” nabralo dla mnie sensu.
Kartka na stole
“Wyszlo ze czas sie rozstac.dalas 4 dni na rozmyslanie
- Nie przeszkadzalas dzwoniac do mnie….
Wplace Ci troche pieniedzy na konto
Powodzenia
Ps. Nie rob sobie trudu szukajac mnie
Ps2. Potnij moja karte bankowa
Ps3. Pieniedzy za rent z boxy nie wybieralem
Zycze Ci powodzenia”
I czek…..na $5000.00
Z rozpaczy moje uczucie przerodzilo sie we wscieklosc…..potraktowal mnie jak ….kurwe…….na czeku bylo napisane “za dawanie dupy”
Straszne……po prostu straszne. Tego sie nie spodziewalam.
“Nie zadawaj sobie trudu i nie szukaj” ……”ty chuju glupi, wcale nie zamierzam!!!” jak mogl mnie tak potraktowac…..
Pojechalam do ATM…sprawdzam jego karte bankowa…nie dziala…..jade po piwo.
Dzwonie do kolezanki.
Widziala go jak sie pakowal, zabieral rzeczy ze schowka, gdy go zapytala czy wyjezdza gdzies, powiedzial ze sprzata w schowku.
Mowila ze byl u nich dzien wczesniej , wypil piwo , pogadal i poszedl.
Poszla do domu a ja pilam to piwo i plakalam, pilam i plakalam….
Sara prawie nie wychodzila ze swojego pokoju…..a jak juz wyszla…nie komentowala, nie pytala…dzisiaj mysle ze jestem jej wdzieczna za to i ze zachowala sie bardzo dojrzale.
Przesiadzialam cala noc pijac piwo , wyjac i dzwoniac na do mamy do Niemiec, o 8 rano zamiast do pracy poszlam spac, wstalam kolo 4pm i dopiero wtedy przyszlo mi do glowy ze powinnam zadzwonic do pracy i cos wymyslec ……przeciez wystarczy juz tego co sie stalo……nie moge stracic pracy.Zadzwonilam do kolezanki proszac ja zeby powiedziala szefowej ze jestem zmeczona po podrozy…
Przyszedl moj ex……dziwnie szybko roznosza sie plotki…..oczywiscie niby nic nie wiedzial….
Pojechal mi po piwo……..zapalilam ….( dwa lata juz nie palilam)
Znowu sie rozkleilam.Plakalam ,pilam to piwo, palilam papierosy, i uzewnetrznialam sie.
Wysluchal i poszedl , przyszla jakas inna kolezanka, kazala mi skonczyc picie , wyrzucic Tomka reszte rzeczy z szafy, uporzadkowac mieszkanie i wplacic tego czeka do banku. I...zapomniec o nim....nie jest wart zeby po nim plakac.
Poszla….
Wlaczylam computer…..paltalk……I zaczelam pytac znajomych …gdzie jest zeglarz…..nikt nic nie wiedzial. Podcieta zwierzylam sie komus co sie stalo….zadzwonilam do Polski do jego bratanka…nic nie wiedzial, obdzwonilam wszystkich znajomych…..nic….nikt nic nie wie….a moze wiedza …..niewazne.
Zasypialam i budzilam sie.…trzezwialam i pilam dalej…..komputer wlaczony, po raz setny sprawdzilam e-mail i paltalk…..nic …zadnej wiadomosci.
Zaczelam trzezwo myslec…I pojechalam po piwo.
Siadlam przy komputerze, sprawdzilam jego e-mail, nie zmienil hasla, chcialam sprawdzic jego konto….juz kiedys tak bylo ze sie poklocilismy i nie spal w domu, wtedy znalazlam go po koncie…..zobaczylam ze wlasnie cos gdzies kupil i pojechalam tam…..i go znalazlam....
No tak, teraz sie zabezpieczyl, albo zlikwidowal konto albo zmienil haslo.
Zaczelam probowac roznych mozliwosci…nic z tego…..
Ok…wiec telefon, dzwonie do Verizon , chce sie dowiedziec na jakie numery byly ostatnie wykrecane z mojego telefonu
Nic z tego….nie powiedza mi, podobno nie naja takiej mozliwosci, musze czekac na rachunek I tam bedzie wydruk. Nie pomogly zadne prosby i tlumaczenia jak wazne to jest. Caller ID wyczyscil……
Dzwonie do banku….podaje sie za Tomasz L , tlumacze ze zgubilam swoje haslo i nie moge sie dostac do swojego konta. Podalam wszystkie dane, ale cos musialo nie pasowac temu facetowi…..moze maja tam gdzies zaznaczone czy to mezczyzna czy kobieta?
Zwykle nie znaja naszych polskich imion I nie wiedza czy to zenskie czy meskie.
Zaczal mnie sprawdzac…..podalam wszystkie dane…..social security, data urodzenia, nazwisko panienskie matki…powiedzial ze musi mnie gdzies jesczze przelaczyc….zaczeli mnie sprawdzac dokladnie….jedna z ostatnich transakcji…..strzelam…..ostatnio wplacilam na Tomka konto $120.00 przed wyjazdem…..przeszlo..Stany w ktorych mieszkalales….przeszlo…pamietalam
Ostatnie pytanie…..W jakim miescie otrzymalam social security…..chwila zastanowienia…..o tym nigdy ne rozmawialismy….ale mowil O Seattle…najpierw tam przylecial wiec to musi byc Seattle.
Nie przeszlo…….przykro mu ale musze jutro przyjsc do banku I wtedy uzyskam moje haslo.
Z powrotem na internet, wykupilam record o Tomaszu L,wszystkie jego stare adresy, numery telefonow…etc. Bezuzyteczne stare dane….
Znalazlam strone gdzie oferuja ze za $500.00 znajda lokalizacje kazdego…do favorites…na pozniej.
Kolejne piwo I dzwonie jeszcze raz telefon do banku.Tym razem odbiera kobieta, murzynka- slychac po akcencie.
Przedstawiam sie “my name is Tomasz L” Tlumacze ze nie wiem co zrobilam , zmienialam swoje haslo do online banking ale bylam po piwie I nie pamietam nowego.
Znow kilka podtsawowych pytan sprawdzajacych moja tozsamosc …I MAM !!!!
Wchodze……Exxon Mobil…Shell….etc….Georgia, Alabama, Louisiana…..
A wiec…..jedzie do Californii…..nie zatrzymywal sie jeszcze w hotelu….albo jeszcze transakcja nie wplynela na konto….szkoda, moglabym zadzwonic do hotelu.
Wiec… internet cookies I browser history jeszcze jedna opcja…..jest slad !!!
Zgadza sie…..byl na mapquest – I szukal drogi z Florydy do Templeton, Ca……
No tak, kupno jachtu w Santa Barbara , Ca……
Wszystko zaczelo sie ukladac w calosc, tylko dlaczego Templeton a nie Santa Barbara?
Nie klade sie spac, dzis juz musze isc do pracy……ale tylko piatek, pozniej weekend.
Straszny dzien.
Z zapuchnietymi oczami, mimo ze nie jadlam od dwoch dni caly dzien mnie czysci, kolezanka mi przywiozla kanapke , nie moge ….kazal mi zabrac do domu I zjesc na kolacje.
Najlepsza dieta odchudzajaca....zostac porzucona przez mezczyzne.....schudlam 10 funtow w ciagu trzech dni.....nic nie zostaje w moim zoladku, nawet jesli cos zjem.
Zebym chociaz pamietala nazwisko tego goscia od ktorego kupowal jacht…..nic.
Caly dzien w pracy poswiecam na poszukiwania na internecine.
Najpierw agencje w santa Barbara ktore zajmuja sie pzredaza jachtow. Obdzwaniam wszystkie I mowie ze ostatnio dzwonilam ….ze mialam od nich kupic jacht KATMANDU….pomylka, pomylka….pomylka…..
W koncu jest……pani mi mowi ze sprzedawca wycofal jacht ze sprzedazy, rozmyslil sie…prosze o numer telefonu tego goscia…ona nie ma ale moze mi dac numer kolezanki ktora prowadzila ta sprzedaz……dzwonie do niej , nie odbiera, zostawiam wiadomosc.
Przez nastepne godziny czekam jak na szpilkach, w koncu oddzwania I mowi ze nie posiada tego numeru…..ale moze mi dac imie I nazwisko.
Wyzebralam:-)
Wiec mam imie i nazwisko i miasto :-)
White board, reverse search. Jest 4 o tym nazwisku . Obdzwaniam, przedstawiam sie ze moj narzeczony mial kupowac od niecgo jacht……wszedzie pomylka, tylko jeden numer nie odpowiada.
No nic…siedze i mysle…..
Co jeszcze moglabym zrobic…..czekac miesiac na wydruk telefoniczny? musi byc jakies wyjscie. I ja je znajde.
Zycie bez Tomka nie ma sensu, zaczynaja do mnie wracac wszystkie ladne chwile….znow sie rozklejam, znow placze.
Wszyscy mi mowia mi zebym nie szukala , ze znajde i co? Chcial odejsc to odszedl, i ze powinnam miec ambicje i honor.
Tez zawsze tak myslalam…..teraz nie……ambicje mozna sobie wsadzic……mam pozniej zalowac cale swoje zycie ze “mialam ambicje”?
Przeciez to moja wina…..wyjechalam do NY ….nie odzywalam sie ……nie darowalabym sobie gdybym nie sprobowala tego naprawic.
To niemozliwe zeby taki mial byc koniec…..niemozliwe….niemozliwe……
Wracam do domu znow dzwonie na ten numer….nikt tam nie odbiera.
Dzwonia znajomi zebym przyszla na piwo.
Poszlam, przyjechal tez moj ex……
Znow sie rozklejam i zatruwam ludziom zycie.
Placze przyznaje sie ze bylam egoistka w tym zwiazku….i myslalam tylko o sobie…..moj ex skomentowal to…..” tyle trzeba bylo zebys zrozumiala jaka jestes? Teraz wiesz jak ja sie czulem jak odeszlas”
Bez komentarza.
Sobota rano, telefon tego goscia dalej milczy…….dzwonie do portu santa Barbara, tlumacze ze moj maz jedzie z Florydy do Santa Barbara i ze ma tam kupowac od kogos jacht Katmandu, i ze powinien juz byc na tym jachcie, jednak bardzo sie martwie bo jego cellphone nie odpowiada i nie wiem czy dojechal czy nie. Martwie sie ze cos sie stalo.
Powiedzieli ze jacht stoi na kotwicy i ze wysla tam kogos i zebym oddzwonila pozniej.
Dzwonie za godzine…nic….za dwie nic…Za trzecim razem mowia zebym zadzwonila po czwartej, bo dopiero wtedy beda mogli kogos wyslac.
Czas sie dluzy, znow sprawdzam Tonka e-mail, Tomka konto…moj e-mail…..nic nowego….
W koncu czwarta , dzwonie , na jachcie nie ma wlasciciela ani mojego meza, ale byl mechanic, ktory dal im numer na cel phone wlasciciela )))
Duzy krok…..
Mam nastepny numer telefonu, dzwonie ale nikt nie odbiera. Zostawiam kilka message.
Facet odzwania , pytam go…ale on mowi ze nic nie wie, ze Tomek wycowal sie ze sprzedazy I ze nie bedzie mial z nim kontaktu…Czuje ze gosc klamie i prosze go ze jakby jednak mial z nim kontakt….to czy moglny mu cos przekazac……tak …..
“ze go kocham”.
Znowu sobie poplakalam i…… uzupelnilam piwem to co wyplakalam.
Znow sprawdzam…e-mail…konto……
Oblewa mnie goraco….na Tomka konto wplynela suma pieniedzy…….ktorych oczekiwal za jakis duzy projekt…….
Wiec to tak.....Teraz mnie nie potrzebuje ......Teraz mnie olal……..po co mu jestem teraz?
Po co moje poszukiwania?
Ach wiec ja Cie zmusze zebys sie do mnie odezwal
Przelewam 250 tys dolarow na moje konto, nie da sie naraz, przelewam na kilka razy.
Teraz juz napewno sie do mnie odezwie)))
Dzwonie do mamy do Niemiec i mowie jej co zrobilam…..a ona “o matko boska, coreczko, on Cie zamknie, oddaj mu natychmiast, bedziesz siedziala za to”
No nic, mama panikuje , pzryszedl moj ex….mowie mu to, ale prosze zeby nikomu nie mowil……on tez mowi ze Tomek mnie wsadzi za kratki za to…..tlumacze mu ze nie zrobi tego, ze nawet jak nie chce byc ze mna to tego mi nie zrobi….ja go znam…..najpierw zadzwoni do mnie…...
On mi tlumaczy……” pojedzie do banku , albo wezmie wydruk z ATM……pierwsze co zobaczy to ze mu brakuje kasy, pojedzie do banku …..zanim dojda…..zglosi na policje….nie przyjdzie mu do glowy ze to ty, po prostu zglosi kradziez…..”
Faktycznie….tego nie przemyslalam.
Wracam do komputera, probuje przelac…z powrotem….nie da sie !!!!!!!!
U niego na koncie juz nie ma tych pieniedzy, na moim jeszcze nie ma!!!!!!
Straszne…..
Dzwonie do “faceta od jachtu”….ze jeszcze jeden message…”oczywiscie chetnie”
Zeby przekazal Tomkowi ze zabralam mu cos, ale mu to chce oddac, zeby zadzwonil do mnie…..jeszcze telefon do Tomka adwokata…..mowie mu to samo….jakis nieprzyjemny debil….krzyczy na mnie…..
No nic…podjelam decyzje.
Lece do santa Barbara. Znajde go.
Rozmawiam z szefowa….mowie jej powiedziec cala prawde zebym dostala wolne….przeciez dopiero bralam pare dni….pozniej w ogole nie poszlam do pracy.
Dostalam 4 dni.
Kupuje na internecine billet do Los Angeles i wynajmuje samochod…..
Wszystko gotowe, rano lece, ale juz nie ide spac.
Dzwonie do siostry…..ona rozumie…..mama nie, “po co polecisz?” – “po to zebym stanac przed nim i uslyszec ze juz mnie nie kocha i nie chce ze mna byc”
Mysle ze jak to uslysze , bede wystarczajaco zraniona i pogodze sie z losem, a tak naprawde to mam nadzieje ze tego mi nie powie….ze jestem jeszcze w stanie zrobic cos…”
Spakowana, ostatnia kawa przed wyjsciem.
Komputer wlaczony, paltalk tez.....Nagle …."zeglarz" online…..pokazuje sie wiadomosc “ Jak sie teraz czujesz?”
Zastanawiam sie….rozwazam wszystkie mozliwosci, jak odpowiedziec……
Nie odpowiadam od razu, niewiem co....
Zapalila sie swieczka….ale tylko sie tli….nie moge sie poruszyc zeby jej nie zgasic.
“Niewiem”
“Tomku, czy moge do Ciebie zadzwonic? Tylko jedna rozmowa, prosze”
“Niewiem”
Rozmawiamy, Tomek mowi ze ostatnio ciagle sie klocilismy, chcial odejsc.....ale jadac do Kalifornii myslal o tym caly czas, ma swoj wymarzony jacht i wcale go to nie cieszy.... nie potrafi sie niczym cieszyc beze mnie…
Ja odpowiadam "musimy konczyc, za chwile musze wychodzic na samolot"
Tomek "gdzie lecisz?"
-" Rano bede w Los Angeles……wyjdziesz po mnie na lotnisko?"
"Cala moja Beatka.... jak mnie znalazlas?"
Dostalam telefon od siostry z Niemiec ze bedzie w NY poniewaz jej meza wysylaja tam na jakies szkolenie.
Postanowilam wiec leciec do NY zeby sie z nia spotkac…..namawialam Tomka ……jednak nie chcial , sfinalizowanie kupna jego jachtu bylo juz sprawa kilku dni i twierdzil ze moze w kazdej chwili bedzie musial leciec do Ca, zalatwic sprawy do konca.
Klocilismy sie ostatnio bardzo duzo.
Zdecydowalismy ze lece tylko z Sara, na 4-5 dni.
W przeddzien wyjazdu wieczorem okolo 11pm stwierdzilam ze nie mam kosmetyczki zeby zapakowac wszystkie swoje klamoty, postanowilam jechac do Walmart i kupic sobie jakas, co spotkalo sie z ostra krytyka Tomka.
Skomentowal to ze skupiam sie na drobiazgach co przeszkadza mi w pelni cieszyc sie istotnymi sprawami (kosmetyczka vs spotkanie z siostra) ze sie nie wyspie po to tylko zeby kupic sobie kosmetyczke a moglabym te rzeczy spakowac w woreczek, no i oczywiscie staly temat mojego nawyku robienia zakupow w nocy. Kolejna sprzeczka.
Po kosmetyczke pojechalam , powiedzialam ze nie musi odwozic mnie na lotnisko i nawet dzwonic do mnie.
I tak wlasnie zrobilam. Pojechalam z Sara , samochod zostawilam na lotnisku , wsciekla wyczyscilam caller ID gdzie byl numer hotelu, myslac “ nie musisz do mnie dzwonic”
Zadzwonil na drugi dzien…….na cell phone.
Zostawil wiadomosc “ Beata zadzwon do domu”
Przesluchalam wiadomosc kilka razy…..doszukujac sie w Tomka glosie nutki ciepla, checi pogodzenia sie…..nie…nic , suchy ton….sucha, krotka wiadomosc, I nawet to “Beata”…zwykle jestem”Beatka”
“A wiec taki jestes…..nie, nie zadzwonie”
Droga powrotna…..
Niepokoj, podniecenie…myslami chwilami mam nadzieje ze czeka na lotnisku……jestem juz w domu…..za chwile sie pogodzimy.
Podjezdzamy pod dom. Pierwsza odzywa sie Sara “myslisz ze sie wyprowadzil ?”
Zanim wypowiedziala te slowa …wiedzialam czulam….i ona tez….
Zielonego jeep’a nie bylo na parkingu.
Nie ma mozliwosci zeby o 10 wieczorem Tomka nie bylo w domu, tym bardziej ze wiedzial ze wracamy……
Otwieram drzwi……nie slychac szczekania psa…..
Chyba w tym momencie powiedzenie “zoladek podchodzi do gardla” nabralo dla mnie sensu.
Kartka na stole
“Wyszlo ze czas sie rozstac.dalas 4 dni na rozmyslanie
- Nie przeszkadzalas dzwoniac do mnie….
Wplace Ci troche pieniedzy na konto
Powodzenia
Ps. Nie rob sobie trudu szukajac mnie
Ps2. Potnij moja karte bankowa
Ps3. Pieniedzy za rent z boxy nie wybieralem
Zycze Ci powodzenia”
I czek…..na $5000.00
Z rozpaczy moje uczucie przerodzilo sie we wscieklosc…..potraktowal mnie jak ….kurwe…….na czeku bylo napisane “za dawanie dupy”
Straszne……po prostu straszne. Tego sie nie spodziewalam.
“Nie zadawaj sobie trudu i nie szukaj” ……”ty chuju glupi, wcale nie zamierzam!!!” jak mogl mnie tak potraktowac…..
Pojechalam do ATM…sprawdzam jego karte bankowa…nie dziala…..jade po piwo.
Dzwonie do kolezanki.
Widziala go jak sie pakowal, zabieral rzeczy ze schowka, gdy go zapytala czy wyjezdza gdzies, powiedzial ze sprzata w schowku.
Mowila ze byl u nich dzien wczesniej , wypil piwo , pogadal i poszedl.
Poszla do domu a ja pilam to piwo i plakalam, pilam i plakalam….
Sara prawie nie wychodzila ze swojego pokoju…..a jak juz wyszla…nie komentowala, nie pytala…dzisiaj mysle ze jestem jej wdzieczna za to i ze zachowala sie bardzo dojrzale.
Przesiadzialam cala noc pijac piwo , wyjac i dzwoniac na do mamy do Niemiec, o 8 rano zamiast do pracy poszlam spac, wstalam kolo 4pm i dopiero wtedy przyszlo mi do glowy ze powinnam zadzwonic do pracy i cos wymyslec ……przeciez wystarczy juz tego co sie stalo……nie moge stracic pracy.Zadzwonilam do kolezanki proszac ja zeby powiedziala szefowej ze jestem zmeczona po podrozy…
Przyszedl moj ex……dziwnie szybko roznosza sie plotki…..oczywiscie niby nic nie wiedzial….
Pojechal mi po piwo……..zapalilam ….( dwa lata juz nie palilam)
Znowu sie rozkleilam.Plakalam ,pilam to piwo, palilam papierosy, i uzewnetrznialam sie.
Wysluchal i poszedl , przyszla jakas inna kolezanka, kazala mi skonczyc picie , wyrzucic Tomka reszte rzeczy z szafy, uporzadkowac mieszkanie i wplacic tego czeka do banku. I...zapomniec o nim....nie jest wart zeby po nim plakac.
Poszla….
Wlaczylam computer…..paltalk……I zaczelam pytac znajomych …gdzie jest zeglarz…..nikt nic nie wiedzial. Podcieta zwierzylam sie komus co sie stalo….zadzwonilam do Polski do jego bratanka…nic nie wiedzial, obdzwonilam wszystkich znajomych…..nic….nikt nic nie wie….a moze wiedza …..niewazne.
Zasypialam i budzilam sie.…trzezwialam i pilam dalej…..komputer wlaczony, po raz setny sprawdzilam e-mail i paltalk…..nic …zadnej wiadomosci.
Zaczelam trzezwo myslec…I pojechalam po piwo.
Siadlam przy komputerze, sprawdzilam jego e-mail, nie zmienil hasla, chcialam sprawdzic jego konto….juz kiedys tak bylo ze sie poklocilismy i nie spal w domu, wtedy znalazlam go po koncie…..zobaczylam ze wlasnie cos gdzies kupil i pojechalam tam…..i go znalazlam....
No tak, teraz sie zabezpieczyl, albo zlikwidowal konto albo zmienil haslo.
Zaczelam probowac roznych mozliwosci…nic z tego…..
Ok…wiec telefon, dzwonie do Verizon , chce sie dowiedziec na jakie numery byly ostatnie wykrecane z mojego telefonu
Nic z tego….nie powiedza mi, podobno nie naja takiej mozliwosci, musze czekac na rachunek I tam bedzie wydruk. Nie pomogly zadne prosby i tlumaczenia jak wazne to jest. Caller ID wyczyscil……
Dzwonie do banku….podaje sie za Tomasz L , tlumacze ze zgubilam swoje haslo i nie moge sie dostac do swojego konta. Podalam wszystkie dane, ale cos musialo nie pasowac temu facetowi…..moze maja tam gdzies zaznaczone czy to mezczyzna czy kobieta?
Zwykle nie znaja naszych polskich imion I nie wiedza czy to zenskie czy meskie.
Zaczal mnie sprawdzac…..podalam wszystkie dane…..social security, data urodzenia, nazwisko panienskie matki…powiedzial ze musi mnie gdzies jesczze przelaczyc….zaczeli mnie sprawdzac dokladnie….jedna z ostatnich transakcji…..strzelam…..ostatnio wplacilam na Tomka konto $120.00 przed wyjazdem…..przeszlo..Stany w ktorych mieszkalales….przeszlo…pamietalam
Ostatnie pytanie…..W jakim miescie otrzymalam social security…..chwila zastanowienia…..o tym nigdy ne rozmawialismy….ale mowil O Seattle…najpierw tam przylecial wiec to musi byc Seattle.
Nie przeszlo…….przykro mu ale musze jutro przyjsc do banku I wtedy uzyskam moje haslo.
Z powrotem na internet, wykupilam record o Tomaszu L,wszystkie jego stare adresy, numery telefonow…etc. Bezuzyteczne stare dane….
Znalazlam strone gdzie oferuja ze za $500.00 znajda lokalizacje kazdego…do favorites…na pozniej.
Kolejne piwo I dzwonie jeszcze raz telefon do banku.Tym razem odbiera kobieta, murzynka- slychac po akcencie.
Przedstawiam sie “my name is Tomasz L” Tlumacze ze nie wiem co zrobilam , zmienialam swoje haslo do online banking ale bylam po piwie I nie pamietam nowego.
Znow kilka podtsawowych pytan sprawdzajacych moja tozsamosc …I MAM !!!!
Wchodze……Exxon Mobil…Shell….etc….Georgia, Alabama, Louisiana…..
A wiec…..jedzie do Californii…..nie zatrzymywal sie jeszcze w hotelu….albo jeszcze transakcja nie wplynela na konto….szkoda, moglabym zadzwonic do hotelu.
Wiec… internet cookies I browser history jeszcze jedna opcja…..jest slad !!!
Zgadza sie…..byl na mapquest – I szukal drogi z Florydy do Templeton, Ca……
No tak, kupno jachtu w Santa Barbara , Ca……
Wszystko zaczelo sie ukladac w calosc, tylko dlaczego Templeton a nie Santa Barbara?
Nie klade sie spac, dzis juz musze isc do pracy……ale tylko piatek, pozniej weekend.
Straszny dzien.
Z zapuchnietymi oczami, mimo ze nie jadlam od dwoch dni caly dzien mnie czysci, kolezanka mi przywiozla kanapke , nie moge ….kazal mi zabrac do domu I zjesc na kolacje.
Najlepsza dieta odchudzajaca....zostac porzucona przez mezczyzne.....schudlam 10 funtow w ciagu trzech dni.....nic nie zostaje w moim zoladku, nawet jesli cos zjem.
Zebym chociaz pamietala nazwisko tego goscia od ktorego kupowal jacht…..nic.
Caly dzien w pracy poswiecam na poszukiwania na internecine.
Najpierw agencje w santa Barbara ktore zajmuja sie pzredaza jachtow. Obdzwaniam wszystkie I mowie ze ostatnio dzwonilam ….ze mialam od nich kupic jacht KATMANDU….pomylka, pomylka….pomylka…..
W koncu jest……pani mi mowi ze sprzedawca wycofal jacht ze sprzedazy, rozmyslil sie…prosze o numer telefonu tego goscia…ona nie ma ale moze mi dac numer kolezanki ktora prowadzila ta sprzedaz……dzwonie do niej , nie odbiera, zostawiam wiadomosc.
Przez nastepne godziny czekam jak na szpilkach, w koncu oddzwania I mowi ze nie posiada tego numeru…..ale moze mi dac imie I nazwisko.
Wyzebralam:-)
Wiec mam imie i nazwisko i miasto :-)
White board, reverse search. Jest 4 o tym nazwisku . Obdzwaniam, przedstawiam sie ze moj narzeczony mial kupowac od niecgo jacht……wszedzie pomylka, tylko jeden numer nie odpowiada.
No nic…siedze i mysle…..
Co jeszcze moglabym zrobic…..czekac miesiac na wydruk telefoniczny? musi byc jakies wyjscie. I ja je znajde.
Zycie bez Tomka nie ma sensu, zaczynaja do mnie wracac wszystkie ladne chwile….znow sie rozklejam, znow placze.
Wszyscy mi mowia mi zebym nie szukala , ze znajde i co? Chcial odejsc to odszedl, i ze powinnam miec ambicje i honor.
Tez zawsze tak myslalam…..teraz nie……ambicje mozna sobie wsadzic……mam pozniej zalowac cale swoje zycie ze “mialam ambicje”?
Przeciez to moja wina…..wyjechalam do NY ….nie odzywalam sie ……nie darowalabym sobie gdybym nie sprobowala tego naprawic.
To niemozliwe zeby taki mial byc koniec…..niemozliwe….niemozliwe……
Wracam do domu znow dzwonie na ten numer….nikt tam nie odbiera.
Dzwonia znajomi zebym przyszla na piwo.
Poszlam, przyjechal tez moj ex……
Znow sie rozklejam i zatruwam ludziom zycie.
Placze przyznaje sie ze bylam egoistka w tym zwiazku….i myslalam tylko o sobie…..moj ex skomentowal to…..” tyle trzeba bylo zebys zrozumiala jaka jestes? Teraz wiesz jak ja sie czulem jak odeszlas”
Bez komentarza.
Sobota rano, telefon tego goscia dalej milczy…….dzwonie do portu santa Barbara, tlumacze ze moj maz jedzie z Florydy do Santa Barbara i ze ma tam kupowac od kogos jacht Katmandu, i ze powinien juz byc na tym jachcie, jednak bardzo sie martwie bo jego cellphone nie odpowiada i nie wiem czy dojechal czy nie. Martwie sie ze cos sie stalo.
Powiedzieli ze jacht stoi na kotwicy i ze wysla tam kogos i zebym oddzwonila pozniej.
Dzwonie za godzine…nic….za dwie nic…Za trzecim razem mowia zebym zadzwonila po czwartej, bo dopiero wtedy beda mogli kogos wyslac.
Czas sie dluzy, znow sprawdzam Tonka e-mail, Tomka konto…moj e-mail…..nic nowego….
W koncu czwarta , dzwonie , na jachcie nie ma wlasciciela ani mojego meza, ale byl mechanic, ktory dal im numer na cel phone wlasciciela )))
Duzy krok…..
Mam nastepny numer telefonu, dzwonie ale nikt nie odbiera. Zostawiam kilka message.
Facet odzwania , pytam go…ale on mowi ze nic nie wie, ze Tomek wycowal sie ze sprzedazy I ze nie bedzie mial z nim kontaktu…Czuje ze gosc klamie i prosze go ze jakby jednak mial z nim kontakt….to czy moglny mu cos przekazac……tak …..
“ze go kocham”.
Znowu sobie poplakalam i…… uzupelnilam piwem to co wyplakalam.
Znow sprawdzam…e-mail…konto……
Oblewa mnie goraco….na Tomka konto wplynela suma pieniedzy…….ktorych oczekiwal za jakis duzy projekt…….
Wiec to tak.....Teraz mnie nie potrzebuje ......Teraz mnie olal……..po co mu jestem teraz?
Po co moje poszukiwania?
Ach wiec ja Cie zmusze zebys sie do mnie odezwal
Przelewam 250 tys dolarow na moje konto, nie da sie naraz, przelewam na kilka razy.
Teraz juz napewno sie do mnie odezwie)))
Dzwonie do mamy do Niemiec i mowie jej co zrobilam…..a ona “o matko boska, coreczko, on Cie zamknie, oddaj mu natychmiast, bedziesz siedziala za to”
No nic, mama panikuje , pzryszedl moj ex….mowie mu to, ale prosze zeby nikomu nie mowil……on tez mowi ze Tomek mnie wsadzi za kratki za to…..tlumacze mu ze nie zrobi tego, ze nawet jak nie chce byc ze mna to tego mi nie zrobi….ja go znam…..najpierw zadzwoni do mnie…...
On mi tlumaczy……” pojedzie do banku , albo wezmie wydruk z ATM……pierwsze co zobaczy to ze mu brakuje kasy, pojedzie do banku …..zanim dojda…..zglosi na policje….nie przyjdzie mu do glowy ze to ty, po prostu zglosi kradziez…..”
Faktycznie….tego nie przemyslalam.
Wracam do komputera, probuje przelac…z powrotem….nie da sie !!!!!!!!
U niego na koncie juz nie ma tych pieniedzy, na moim jeszcze nie ma!!!!!!
Straszne…..
Dzwonie do “faceta od jachtu”….ze jeszcze jeden message…”oczywiscie chetnie”
Zeby przekazal Tomkowi ze zabralam mu cos, ale mu to chce oddac, zeby zadzwonil do mnie…..jeszcze telefon do Tomka adwokata…..mowie mu to samo….jakis nieprzyjemny debil….krzyczy na mnie…..
No nic…podjelam decyzje.
Lece do santa Barbara. Znajde go.
Rozmawiam z szefowa….mowie jej powiedziec cala prawde zebym dostala wolne….przeciez dopiero bralam pare dni….pozniej w ogole nie poszlam do pracy.
Dostalam 4 dni.
Kupuje na internecine billet do Los Angeles i wynajmuje samochod…..
Wszystko gotowe, rano lece, ale juz nie ide spac.
Dzwonie do siostry…..ona rozumie…..mama nie, “po co polecisz?” – “po to zebym stanac przed nim i uslyszec ze juz mnie nie kocha i nie chce ze mna byc”
Mysle ze jak to uslysze , bede wystarczajaco zraniona i pogodze sie z losem, a tak naprawde to mam nadzieje ze tego mi nie powie….ze jestem jeszcze w stanie zrobic cos…”
Spakowana, ostatnia kawa przed wyjsciem.
Komputer wlaczony, paltalk tez.....Nagle …."zeglarz" online…..pokazuje sie wiadomosc “ Jak sie teraz czujesz?”
Zastanawiam sie….rozwazam wszystkie mozliwosci, jak odpowiedziec……
Nie odpowiadam od razu, niewiem co....
Zapalila sie swieczka….ale tylko sie tli….nie moge sie poruszyc zeby jej nie zgasic.
“Niewiem”
“Tomku, czy moge do Ciebie zadzwonic? Tylko jedna rozmowa, prosze”
“Niewiem”
Rozmawiamy, Tomek mowi ze ostatnio ciagle sie klocilismy, chcial odejsc.....ale jadac do Kalifornii myslal o tym caly czas, ma swoj wymarzony jacht i wcale go to nie cieszy.... nie potrafi sie niczym cieszyc beze mnie…
Ja odpowiadam "musimy konczyc, za chwile musze wychodzic na samolot"
Tomek "gdzie lecisz?"
-" Rano bede w Los Angeles……wyjdziesz po mnie na lotnisko?"
"Cala moja Beatka.... jak mnie znalazlas?"

1 Comments:
Yes indeed, in some moments I can bruit about that I agree with you, but you may be in the light of other options.
to the article there is still a definitely as you did in the fall efflux of this demand www.google.com/ie?as_q=creative zen manual download ?
I noticed the phrase you suffer with not used. Or you use the dreary methods of development of the resource. I suffer with a week and do necheg
Post a Comment
<< Home